wtorek, 23 listopada 2010

I po roczku.


No i minął mi rok życia.
Tak jak podejrzewałam, mama jednak dała mi spróbować tortu. Nie miała wyjścia, sama powiedziała, że to MÓJ tort. No to sobie trochę zjadłem. W żłobku też były ciasteczka na moje urodziny, więc najadłem się słodyczy jak ostatnia kanalia. 
Tak poza tym to nic się nie zmieniło. Nie chodzę, bo nie mam na to ochoty. Szybciej mi przemieszczać się na czworaka, co zresztą robię. Od czasu do czasu stanę na nogach i przejdę się kilka kroków, ale dla mnie to stanowczo za wolno. Jak sobie raczkuję to lecę jak szalony, a jak idę do jakoś tak koślawo i powoli. Dlatego zdarza mi się zrobić kilka kroków, bo to i mama szczęśłiwa, i świat inaczej wygląda, ale chwilę potem spadam na cztery łapy i dalej wędruję po swojemu. Mówić też jeszcze nic nie mówię, bo mi się nie chce. W sumie to straszny ze mnie leń. Mam to chyba po mamie, bo ona też często mówi, że może bym pospał trochę dłużej, bo ona lubi się pobyczyć.
Tak poza tym to wychodowałem sobie kilka nowych zębów. Wszystkie dobrze mi służą, ale faktem jest, że przydałoby się ich jeszcze więcej. Mógłbym wtedy gryźć mięso jak należy, bo jak na razie to mogę tylko pociumkać i połknąć. Na szczęście rodzice o tym wiedzą i dają mi małe kawałki.
Ostatnio jak mama zostawia mnie w żłobku to strasznie chce mi się płakać. W sumie to nie wiem czemu, bo już się przyzwyczaiłem do żłobka, ale łzy jakoś tak same cisną się do oczu. Mama mówi, że to tak tylko póki ją widzę i w sumie ma rację, bo jak już zajmę się zabawkami to od razu jest lepiej. Mimo wszystko teraz trochę bardziej tęsknię za mamą niż kiedyś. Wolałbym, żeby ze mną była cały czas. Mama mówi, że ona też by tak wolała i cały czas wyklina na to jakieś państwo, co jej nie pozwala. No cóż, przyjmuję to na klatę, bo nie mam wyjścia, a z tym państwem to już się policzę, jak dorosnę, bo coś mi się wydaje, że teraz to nie za wiele jestem w stanie mu zrobić.

1 komentarz: