wtorek, 4 stycznia 2011
Nowy rok.
wtorek, 23 listopada 2010
I po roczku.
czwartek, 28 października 2010
Prawie roczek.
poniedziałek, 23 sierpnia 2010
Żłobek i inne nowości.
wtorek, 18 maja 2010
Zęby i zabawki.
Po drugie zaprzyjaźniłem się dość konkretnie z zabawkami. Mama kładzie mnie na kocu i daje jakiś taki pałąk z różnymi ciekawymi rzeczami. Mogę je dotykać, potrząsać nimi, walić w nie, a one wtedy wydają takie fajne dźwięki. No i przy okazji nauczyłem się przekręcać. Przekręcanie nie jest takie fajne, bo na razie umiem tylko z pleców na brzuch, a z powrotem to już nie, zaś leżenie na brzuchu nie jest moją ulubioną pozycją. Wprawdzie staram się przesuwać, co muszę z kolei robić na brzuchu, ale że nie wychodzi mi to zbyt zgrabnie (ręce nie chcą ze mną współpracować i się przesuwać) to strasznie szybko mnie to denerwuje. Ostatnio mama postawiła moje nogi na podłodze i kazała iść. Niby jak mam to robić??? Trzymała mnie i pokazywała: „Teraz jedna noga do przodu, teraz druga.” No to jak już wytłumaczyła to pojąłem i faktycznie nagle zacząłem się przemieszczać. Trochę się pośmiałem, bo miło tak było iść. Widok się szybko zmieniał, tata na mnie czekał i coś do mnie mówił. Było przyjemnie, jednak na dłuższą metę to jednak męczące. Na razie wolę leżeć albo przemieszczać się na rękach czy w wózku.
Mama zaczęła mnie kąpać w wannie. Na razie niezbyt mi się podoba, bo widzę wokoło tylko białe ściany. Nie mogę sam siedzieć, więc dla mnie to żadna radocha, bo ta wanna to strasznie duża jest. No ale mama mówi, że w wanience za bardzo się kręcę i rozlewam całą wodę. Tak właśnie zawędrowałem do wanny. Może jeszcze się do niej przekonam, na razie nie wyrażam zachwytów.
Ostatnio mam szlaban na spacery. A co ja takiego zrobiłem? Mama powtarza, że pogoda niedobra, że deszcz pada, wiatr wieje, nieładnie jest. Podejrzewam, że nie chce jej się wychodzić, bo ja nie jestem z cukru i bym się nie roztopił. No ale na razie muszę mamie ulegac, bo jest starsza i mądrzejsza… powiedzmy. Na razie wklejam zdjęcie z wizyty u cioci Justyny, u której byliśmy ostatnio. Też padało, a mamie jakoś to nie przeszkadzało. Dziwne.
niedziela, 14 marca 2010
Długo mnie tu nie było.
niedziela, 7 lutego 2010
Szczepienia.
No i nadszedł w końcu dzień szczepień. Znaczy nadszedł ponad dwa tygodnie temu, ale dopiero teraz mam czas napisać. Nie było tak źle. Mama w końcu się nade mną zlitowała i opowiedziała mi, na czym polegają te szczepienia. Okazało się, że będą mnie kłuć. Kurczę, dla mnie to nie pierwszyzna. W szpitalu to co chwila mnie kłuli, przyzwyczajony jestem. Nie powiem, boli, trochę pokrzyczę, ale jak tylko wyjmuja igłę to już jest spoko. Mama powiedziała, że byłem dzielny i od razu dała butlę. Fajnie było. Pani doktor mówiła, że mogę mieć gorączkę, postraszyła mamę jeszcze czymś tam, ale się nie przejmowałem. Zwykłe szczepienie, a tu tyle ambarasu. Oczywiście nic mi nie było, spałem trochę dłużej, bo taki trochę słaby byłem, ale ogólnie rzecz biorąc to ani żadnej gorączki, ani nic w tym stylu.
W zeszły poniedziałek było u nas dużo ludzi. Mama mówiła, że to jej znajomi. Zachwycali się mną, coś tam mówili, a ja siedziałem u mamy na kolanach i pięknie wyglądałem. Trzeba się od czasu do czasu pokazać, a jak się tobą zachwycają to też całkiem fajna sprawa. We wtorek z kolei poszedłem z mamą do sąsiadki. Tam przedstawili mi MOJEGO kolegę. Pierwszego. Powiedzieli, że ma na imię Filip. Trochę duży był. Dziewięć miesięcy starszy ode mnie. On już chodzi prawie sam! Kurczę, taki to ma dobrze. Ja jestem skazany na mamę, ale w sumie nie ma co narzekać, na rękach jest super.
Ostatnio rodzice zachwycają się moimi nowymi zdolnościami. Nie powiem, trochę świata odkryłem od ostatniego wpisu. Na przykład zrozumiałem, że to coś, co majtało mi wkoło twarzy to moje ręce i palce, które mogę wkładać do buzi, jak jestem trochę głodny albo zdenerwowany. Działa prawie jak smoczek, ale rączki nie wypadają mi z buzi. Poza tym zacząłem się trochę uśmiechać, bo mamie bardzo na tym zależało. Też się cieszy. No i polubiłem kąpiele. Naprawdę polubiłem, tak miło jest w wodzie. Raz tylko mama przez przypadek mnie poślizgnęła i wpadłem twarzą do wanienki. No cóż, wypadki się zdarzają, narobiłem takiego rabanu, że mama teraz uważa, jak mnie trzyma stukrotnie bardziej. Oczywiście wcześniej też uważała, ale jakoś tak mniej.
Poza tym żyję sobie spokojnie, choć rodzice twierdzą, że nie zawsze spokojnie (mama kazała mi to napisać). Jem, śpię, sikam, robię kupki, czasem płaczę… i tak na okrągło :).



